Member Login

Lost your password?

Registration is closed

Sorry, you are not allowed to register by yourself on this site!


Mała kłótnia i lody

Jestem zawiedziona statyską. Coraz mniej osób czyta i komentuje. Zaczęło być coraz lepiej, no i skończyło się. Jest coraz to gorzej. Mam nadzieje, że to się poprawi i będzie lepiej. Licze na Was i na coraz to więcej komentarzy pod tą notką i kolejnymi.

………

- Tak bardzo miło. – powiedział Tom, jak zwykle uśmiechnięty.
- Nagraliście już? – spytałam go, nie zapominając oczywiście o Tatianie, która jeszcze nas nie widziała.
- Jutro jedziemy.. Czy Ty przytomna jesteś? Pisałem Ci sms, że dopiero jutro jedziemy… – rzekł Tom wyśmiewając się.
- Przestań, ja nic nie dostałam. – odpowiedziałam z grymasem na twarzy.
- Faktycznie ja z nią cały czas byłam. – wtrąciła Alex, spoglądając w stronę Tatty i Billa, którzy stali koło kasy pogrążeni w rozmowie.
- Spotkaliśmy ją w centrum. – mówił Tom jakby wiedział co Alex teraz sobie myśli. – Szła gdzieś i poszła z nami. Tam ją spytaliśmy o nagrania no i… Doszliśmy aż tu. Nie macie nic przeciwko nie?
- Nie no coś Ty. – machnęłam ręką. – Przecież to nasza przyjaciółka. Nie Alex?
- Co? – spytała jakby wyrwana z transu. – Co mówiliście? Ach tak, no tak, tak. Tatty. – mówiła całkiem nie składniowo.
- Dałn. – szepnęłam sama do siebie. Nagle Tom wstał i zaczął kurczowo machać ręką jakby wzywał pomocy, wyglądało to co najmniej dziwnie. Okazało się, że chciał zwrócić uwagę Billowi, by ten wraz z Tat przyszli do nas.
- Ooo… Dziewczyny! – wykrzyknęła Tatianka na nasz widok.
- Nie chłopaki… – majaczyła Alex, tak cicho, że tylko ja to usłyszałam.
- Cześć. A Ty nie w domku? – zapytałam ją.
- Byłam, ale rodzice… tzn… chyba rozumiesz? – motała się przyjaciółka. Wiedziałam o co chodzi, od wieków rodzice Tatiany się kłócili o byle co, biedna jak miała problem zawsze przychodziła do którejś z nas.
- Tak rozumiem. – rzekłam. – Siadajcie, będziecie tak stać jak… no… wiadomo. – Bill usiadł na wolnym miejscu obok Alex i od razu złapał ją ochoczo za rękę, a ta jak wariatka wyszarpnęła się. Tatianka usiadła obok Toma, który siedział obok mnie. Takie tam pokrętaśnie rzeczy się działy. Przez chwile siedzieliśmy i patrzyliśmy na siebie jak… debile. Nikt nic nie mówił tylko Tom i Bill się śmiali do siebie, ale i tak żadna z nas nie wiedziała o co im chodzi. Myślałam, że się ugotuję ze złości, jak Alex patrzyła spode łba na Tatianę. Chciałam jakoś załagodzić sytuację, by nie wyszło nie potrzebnej awantury i wpadłam na świetny pomysł.
- Zakupy? – odezwałam się z zapytaniem. Wszyscy spojrzeli na mnie oczami mamuta. – No co? Może idziemy na zakupki… Je je je… Kocham. – zaczęłam podskakiwać na krześle jak oszołom.
- Dobrze się czujesz? – spytał mnie Bill.
- Nie wyglądam na zdrową? – spytałam wytykając mu język.
- TY MASZ KOLCZYK? – wybuchł, ja aż się wystraszyłam i zachwiałam się, ale Tom mnie w porę za rękę złapał, bo inaczej byłoby źle.
- No pewnie. Nie wiedziałeś o tym? – zdziwiłam się. – Alex ma i Tat ma i Ag… No, a Ell to nie ma i Max ma w brwi.
- Dlaczego mi nie mówiłyście? – zbulwersował się Bill, tak jakbyśmy nie wiadomo co przed nim ukrywały.
- To Ty nie wyczułeś jak się z Alex całowałeś? – zaśmiała się Tatiana. Zwróciłam na nią wzrok, potem spojrzałam na Alex, widziałam jak robi się czerwona na twarzy ze złości.
- Chuj Ciebie to obchodzi czy się z nim całowałam czy nie!! – wydarła się uderzając ręką w stół. Pierwszy raz od dłuższego czasu widziałam ją taką zbulwersowaną. Tom i Bill patrzyli na Alex jak na dziwadło, które wydaje z siebie jakieś niewyraźne dźwięki.
- Co Ty się tak denerwujesz? Nie znasz się na żartach? – spytała Tatiana, wyraźnie mało przejęta słowami Alex.
- Kurwa jestem spokojna, weź idź stąd ok.? Jesu… Zaraz wybuchnę. Nie ingeruj w moje życie. – wykrzyczała Alex, na szczęście było mało ludzi w McDonaldzie i było bez lipy… powiedzmy…
- Jesteś chora! Idź się leczyć. Debil! Nic nie powiedziałam, a TY wjeżdżasz mi jakbym co najmniej matkę widelcem Ci zabiła! – Alex wstała, zacisnęła pięści, Tatiana powtórzyła to samo. Ja zerwałam się z krzesła i poszłam między Alex i Tat, widziałam, że już się zbierają na małą bójkę.
- Przylepcu! Nikt Ciebie tu nie chce. Burak. Ty… skondensowany świniaku! – wydarła się Alex pchając mnie bym się odsunęła. Bill wstał by uniknąć oberwania od którejś.
- Kurde… Pomóż mi ktoś, bo nie wiem co jej zrobię. – krzyknęłam. Tom zerwał się z krzesła i podszedł do mnie. Złapał Alex w pół, ja poszłam do Tatiany, by ją uspokoić. – Tatty uspokój się. Ona… no… ona jest troche zdenerwowana. Proszę, siądź i olej ją. – mówiłam, ale nie słuchała.
- Śmieć! Do-dziobo-bierska!
- Jesteś zarośnięta od pasa w dół jak tatrzański niedźwiedź.
- Łamaga!
- Kuciapa!
- Klopa od sedesu.
- Wiertara!
- Kurwisko! – Tatiana wstał i rzuciła się na Alex. Bill oberwał, a ja? Co innego mogłam zrobić, przeleciałam przez stolik, by ratować sytuację. Złapałam Alex za włosy i rzuciłam nią o ścianę, a Tatty popchnęłam, tak że upadła na tyłek.
- JESZCZE KROK JEDNA ALBO DRUGA I KONIEC! – wydarłam się. Spojrzałam na Billa, który siedział na kancie krzesła wystraszony, potem na Toma, który nie wiedział co ma ze sobą zrobić. – Zachowujecie się jak… jak… WARIATKI. O co Wam w ogóle chodzi? Robicie przypał na cały sklep… fu… McDonald. Ludzie się patrzą na NAS jak na… debilki. WAM ZACHCIAŁO SIĘ BÓJKI! Idiotki! O byle gówno się kłócić. Nie wierzę. Myslałam, że jesteście bardziej poważne! ISTNY DOM WARIATÓW. Przyjaciółki… Pfff… Idę, jak się dogadacie to zadzwońcie. NARA! – krzyczałam tak głośno, że aż mi tchu brakowało. Odwróciłam się na pięcie i poszłam do drzwi. Byłam tak wściekła jak nigdy w życiu. Szarpnęłam drzwi i wyszłam z restauracji z piekącymi policzkami. Skręciłam w lewo w stronę centrum, usłyszałam tylko jak ktoś mnie woła, ale nie zwracałam na to uwagi. Szłam dalej przed siebie, nie patrząc na nic i na nikogo.
- CZEKAJ DO CHOLERY! – wydarł się na całą ulicę…. Tom, bo to jego twarz ujrzałam koło sklepu. Opierał się o szybę, widocznie biegł przez całą drogę za mną. Poczekałam na niego, dopóki zmachany do mnie nie doszedł. – Musiałaś tak biec? – zapytała łypiąc ostro powietrze.
- Pfff… – prychnęłam, nic innego nie przychodziło mi do głowy.
- Tatiana i Alex się pogodziły, możesz wrócić? – zaproponował.
- NIGDZIE NIE WRACAM. – krzyknęłam.
- Dlaczego? – zapytał, bojąc się odpowiedzi i się aż z wrażenia odsunął lekko.
- Bo nie chcę ich oglądać. Jestem na nie zła jak diabli. Obiecały, że JUŻ NIGDY więcej nie będą się kłócić. Wychodziło im to przez caaaaaały czas, dopóki nie poznałyśmy Was. Od tej pory… – tłumaczyłam mu, ale mi przerwał.
- Czyli to NASZA wina tak? – wzruszył się.
- NIE!! – rzekłam, zastanawiając się jak ująć to wszystko ładnie w słowa, by nie wyszło tak, że JA zwalam całą winę na Billa, Toma i innych. – Chodzi o to, że zauważyłam, że Tat spodobał się Bill. No, ale chyba ona jemu nie bardzo przypadła do gustu i…
- Broń boże! – wrzasnął Tom.
- Co?
- Rozmawiałem z Tatianą o tym. Bo ja też myślałem, że jej się Bill podoba i chciałem się upewnić. Ona zaprzeczyła i powiedziała, że przysięga na WAS, że tak nie jest.
- To skąd ta awantura. No dobra… wrrr… To Alex zaczęła ją wyzywać, ale po co puściła ten głupi tekst z tym całowaniem? Ja kocham Tatiankę, ona wiele razy mi pomagała i jest kochaną dziewczyną, ale…. uważam, że trochę przesadziła.
- A Alex?
- O niej nie wspomnę. Ona jest za bardzo nerwowa i… a zresztą. Sam widziałeś przed smak. Ja to musiałam złościć, przez wiele lat. – miałam łzy w oczach, kiedy to powiedziałam. Przypomniało mi się jak Tatiana leżała w szpitalu, bo pocięła się przez głupi tekst Alex. Wtedy tak to przeżywałam, że magia. Ale gdyby nie interwencja Alex to.. nie wiem jakby to dalej było.
- Myślisz, że MY… Tzn Ja, Bill, Gustav i Georg się nie kłócimy? – wzburzył się Tom, tak jakbym nie wiadomo co powiedziała.
- Nie rozumiem . – wzruszyłam ramionami.
- Mówisz tak jakby WASZ zespół miał być idealny. Tak jakbyście się nigdy w życiu nie miały kłócić i caaaały czas żyć w zgodzie. Dziewczyno NIE ten świat. – wydarł się lekko Tom.
- NIGDY w życiu nie powiedziałam czegoś takiego. Wiesz jaka ja byłam szczęśliwa jak nagrałyśmy tą piosenkę? Żadnej kłótni, bez najmniejszej sprzeczki. Tak się cieszyłam, że nie wiem.
- Zauważyłem coś… – zaczął.
- CO? – przerwałam mu krzykiem.
- To, że za bardzo wszystko przeżywasz. Jesteś… Matką ich wszystkich? Dbasz o przyjaciółki, jakbyś nie miała własnych problemów. A Twoim największym problemem jest to, że MASZ WIELKI PRZEOGROMNY problem z docenianiem siebie. – poczułam jakby ktoś wbił mi sztylet w serce, taki ogromny ucisk czułam z lewej strony mojej klatki piersiowej. Przeszywał mnie on przez całą długość ciała. Nie wiedziałam co mam zrobić, to co Tom powiedział uderzyło mnie i to bardzo mocno. – Przepraszam. – powiedział patrząc na mnie. – Nie powinienem się wtrącać, to… to… nie moja sprawa. Wybacz.
- Nie, wiesz… Masz rację. Serio. Jesteś jedyną osobą, która otworzyła mi oczy. I dziękuję. – przytuliłam go, a zaraz potem odwróciłam się i zaczęłam iść. Tom nie protestował i nie szedł za mną.
- Wieczorem zadzwonię. – krzyknął i nie wiem co dalej zrobił. Ja szłam wzdłuż ulicy, myśląc o słowach Toma. To co powiedział było wielkim zaskoczeniem dla mnie. Nikt nie powiedział mi czegoś takiego. Udałam się nad rzeczkę i usiadłam na ławce, wokoło było mało ludzi, tylko dzieci jeździły na rolkach goniąc siebie nawzajem.
- Dbać o siebie? Ale… Hmm… Przyjaciele? – głośno myślałam. – Tak… No oczywiście. Zawsze od zawsze tak było, Anika matczyna dziewczyna, która zawsze pomagała innym. A gdzie tam ja? Nie oj nie…. koniec. – przez cały czas aż do późnych godzin nocnych siedziałam nad rzeką i myślałam.
- I co doszłaś do czegoś? – usłyszałam głos za plecami, odwróciłam się i zobaczyłam Alex z Tatianą.
- Oj tak. – powiedziałam i znów spojrzałam na cichą wodę.
- Przepraszam. – rzekła Tat i usiadła po prawej stronie wolnej ławki.
- Ja też. – wtrąciła Alex i usiadła po lewej stronie.
- Nie nie. To JA przepraszam, nie powinnam się wtrącać. Nie będę już Was niańczyć. Jak będziecie chciały się pozabijać… Proszę bardzo droga wolna. – mówiłam do nich, ale nawet na nie nie zerkając.
- An przestań! – wybełkotała Tatiana przez zaciśnięte zęby. – Popełniłyśmy z Alex błąd i… gdyby nie TY to nie wiem co by było. Uwierz.
- Och, doprawdy? – spytałam ironicznie.
- Nie bądź sarkastyczna. Zadręczasz się nami, a My… no… Odpłacamy Ci… – motała się Alex, wyczułam w jej głosie, że nie wie co ma powiedzieć.
- Kłócąc się i wyzywając od… – dokańczała Tatiana.
- Różnych! Ty tylko nas powstrzymałaś. Przepraszamy i PRZYSIĘGAMY, że to się nigdy więcej nie powtórzy. – głos Alex drżał, spojrzałam na jedną i drugą. W ich oczach ujrzałam dziki błysk jakby bały się czegoś.
- Jestem na Was wściekła jak cholera! Ale kocham Was. – przytuliłam obie naraz. Nie mogłam się gniewać na nie. Były dla mnie jak siostry. Tworzyłyśmy zespół i jedną wielką rodzinę i to był priorytet.
- Idziemy? – zapytała niepewnie Alex. – Śpimy u mnie.
- Ok. – wstałyśmy i zaczęłyśmy iść. Ja szłam w środeczku, a obok mnie pod ręką czołgały się przyjaciółki. – Jak mnie znalazłyście?
- Pamiętasz jak zerwałaś z tym debilem? – spytała Tatiana.
- No pamiętam. – odezwałam się z uśmiechem na twarzy.
- No to też tu przyszłaś i siedziałaś na tej samej ławce. – mówiła Tat.
- Nie pamiętam. – brechtałam.
- Ja też nie. – dziwiła się Alex.
- No bo to JA Ciebie znalazłam, a Alex leżała z Agatą zalana w mojej kuchni jak rodzice pojechali do Austrii. – wybuchłyśmy śmiechem. Przez całą drogę do domu Alex śmiałyśmy się wspominając stare dobre czasy dziecięcych zabaw. Gdy doszłyśmy do Alex, wlazłyśmy cicho do jej domu. „Gospodzina” poszła się rozejrzeć czy jej rodzice śpią czy co w ogóle robią.
- Nie ma ich. Wybyli gdzieś. – powiedziała gdy wróciła z zwiadów.
- To dobrze. – weszłam dziarsko do kuchni, nalałam soki do 3 szklanek i poszłam razem z nimi do pokoju przyjaciółki. Alex i Tatiana siedziały na łóżku słuchając muzyki. – Kit, że jest późno. – śmiałam się. – Macie. – podałam im szklanki z sokiem i sama rozsiadłam się na moim kochanym fotelu bucie (buahah… taki różowy fotelik trzewik). Do samego rana rozmawiałyśmy o różnych bzdurach. Plotkowałyśmy jak to przystało na dorastające dziewczyny.
- Nic nie spałyśmy. – powiedziała Tat ziewając. – Mi się troche chce, ale zaraz kawę wypiję i już po sprawie.
- No zrób mi też jak coś. – powiedziała Alex przeciągając się.
- Wiecie co? – zaczęłam.
- CO? – przerwały mi przyjaciółki wystraszone.
- Tom mnie chyba olał. – rzekłam śmiejąc się.
- Czemu? – spytała Alex.
- Miał się odezwać i nic nie napisał. – wyciągnęłam telefon z kieszeni. – NO ZAJEBIŚCIE. Telefon mi się wyłączył. – dziewczyny zaczęły się śmiać, Alex spadła z łóżka, a Tatty oparła się o drzwi. – Kurwa!
- To go włącz. – odparła Alex. Tatiana poszła do kuchni zrobić kawę, a ja wreszcie po długiej nie wiedzy włączyłam telefon. Położyłam go na biurku i poszłam do kibelka, bo mnie cisnęło. Gdy wróciłam Alex powiedziała:
- Masz kilka wiadomości.
- Ok. Przeczytamy…. – wzięłam telefon i odczytałam wiadomości chronologicznie. – Pierwsza od… Toma: Hey. Co tam? Pogodziłyście się? Jak tak to super. Buziaki.
Drugi… też od niego: Czemu nie odpisujesz? Coś się stało? Buziaki.
Trzeci… od Billa: Anika, powiedz Alex i Tat, że są chore i mają się nie kłócić. Buźki.
Czwarty od…. Toma: Ty wariacie! Wyładował Ci się telefon? Ładnie, no pięknie. Już myślałem, ze się obraziłaś. Jak odczytasz to napisz. Pa.
Piąty od… Maksi: Dziewczyny! KOCHAM WAS!
Szósty od… Agaty: Jutro o 14 u mnie. LOV!
- Jakie dałny! – powiedziała Alex śmiejąc się. – Tom najlepszy. Buziaki… Hahahaha…
- Cicho zadzwonię do tego głąba, bo będzie mi gadał, że zapominam o nim czy coś. Joł, zaraz idę do sypialni Twoich rodziców. – wyszłam z pokoju i poszłam do sypialni. Rozsiadłam się na łóżku i wykręciłam numer.
- Tak? – odezwał się Tom.
- Hey. – powiedziałam entuzjastycznie.
- Cześć. A to nie za wcześnie? Jest zaledwie 8:45!
- Byłam z Tatty u Alex na noc i… nie spałyśmy. Sorry, ale telefon mi się wyłączył.
- Ok. Domyśliłem się, gdy nie odpisałaś. Pogodzone?
- Tak. Miałeś rację i teraz inaczej będę patrzeć na świat. Dzięki.
- Eee… To było mówione w nerwach, ale skoro dobrze powiedziane to… dobrze.
- Wy jedziecie dziś?
- Tak i mam do Ciebie pytanie.
- Joł?
- Joł… haha… Ok. więc pójdziesz ze mną na spacer? Ale tak tylko Ja i Ty co?
- Ooo… Fajnie. Ok. Mogę iść.
- Super! To ja czekam pod McDonaldem co?
- Za ile?
- Jak możesz to za 20 min co?
- Yyy… Ok. To pa.
- Na razie. – odłożyłam telefon i pobiegłam przebrać się.
- KURWA! Za 20 min muszę iść do Toma…. Joł super ! – wleciałam do pokoju i zaczęłam szukać w moich rzeczach czegoś do ubrania.
- Idź się umyj ja Ci coś znajdę. – powiedziała Alex, ja ucałowałam ja i pobiegłam do łazienki. Umyłam się i wróciłam spowrotem. Alex przygotowała mi czarne bolerko, czarny podkoszulek i spódniczkę.
- Spódniczkę? – grymasiłam.
- Oj ubierz no. Ładnie będzie. – mówiła Tat siedząc przy komputerze.
- Niech będzie. Tat daj mi te japonki co teraz masz! Będą pasować. Proszę, weźmiesz moje adidasy. Czyste skarpetki mam w torbie. Mogę? – molestowałam ją.
- Masz. – rzuciła mi je. – idź już, bo do Mac masz 7 min drogi.
- O 14 u Ag masz być. Jakby Frans dzwonił do daj znać. Idź już. Pa – wyganiała mnie Alex.
- Pa. – wyszłam z domu Alex i poszłam od razu w stronę centrum. Po drodze dostałam jeszcze dwa sms. Jeden od mamy, o treści: Jim powiedział, że Wasze nagranie jest boskie. Także chce z Wami nagrać resztę. Pa Kocham Ciebie. !! A drugi był od Ell: Właśnie wstałam i bolą mnie plecy. Dziękuję An. Napisz jakby co. Busi.
Doszłam do Mac’a i musiałam chwilę poczekać, bo Toma jeszcze nie było. Na ulicach nikogo nie było, no może parę ludzi, którzy podążali do pracy. Spojrzałam na telefon, była 10:02. Rozglądnęłam się i zobaczyłam Toma dreptającego do mnie. Pierwszy raz go widziałam w rozpuszczonych dreadach na ulicy wśród ludzi. Wyglądał co najmniej ślicznie. Do tego miał czarną koszulkę z jakimiś białymi napisami, oczywiście szerokie spodnie i białe adidasy. Na rękach jak zwykle pełno opasek, czerwona na lewej i czarna na prawej.
- Długo czekasz? – spytał gdy doszedł do mnie.
- Nie chwilę. – odpowiedziałam uśmiechając się.
- Za 2h muszę wracać, bo o 12 jedziemy. – stwierdził ponuro.
- A co Wy w ogóle nagrywacie?
- Teledysk. Promujący singiel. Idziemy nad rzekę na lody co? – zaproponował Tom i pociągnął mnie za rękę.
- Jaki tytuł piosenki? – zapytałam po chwili.
- „Durch den monsun”. Osobiście wolę inną piosenkę, ale nasz menager zadecydował, że to ma być ta i koniec. – mówił z bardzo smutną miną.
- Postawcie mu się. – rzekłam odważnie.
- Nie da rady. To dzięki niemu mamy to co mamy. Więc… Wolimy robić tak jak on mówi. Chociaż i tak Bill wiele razy mu się przeciwstawia. – do rzeki mieliśmy kawałek, jakieś 3 minuty. Usiedliśmy na tej samej ławeczce co ja siedziałam w nocy sama. – Jakie chcesz lody?
- Wiśniowe. – powiedziałam i Tom pobiegł do lodziarni i przyniósł lody włoskie, dla siebie truskawkowe i dla mnie wiśnię. – Dzięki.
- Wiesz Bill mi coś powiedział o Alex. – zaczął zajadając lody.
- Co powiedział? – zapytałam.
- Nie wiem czy mogę Ci powiedzieć. – śmiał się.
- Jak zacząłeś to dokończ. Nie lubię jak ktoś tak robi. Najpierw mówi coś i przerywa, bo coś tam coś tam. – wkurzyłam się.
- Oj nie bulwersuj się. – pogłaskał mnie po ramieniu.
- Mówisz? Jak nie to spadaj. – wytknęłam mu język, a ten zaczął się śmiać.
- Jak Alex z Billem byli wtedy na pomoście to on chciał ją pocałować, ale Maski im przerwała. – zaczął tak się śmiać, że aż z wrażenia spadł z ławki na plecy. Ja nie mogłam wyrobić i położyłam się ze śmiechu na ławeczce. Tak bajecznie to wyglądało, że nie byłam w stanie pomóc Tomowi wstać. – Możesz mi pomóc… hahaha…. weź… hahaha…
- Ok.- podniosłam się i podałam mu rękę. Kit, że on troooochę ciężki, ale jakoś udało mi się go podnieść. – Jesteś kaleczny! Nie dość, że Twój lód leży gdzieś tam na ziemi to jeszcze prawie, że mojego wywaliłeś.
- Kupię Ci jeszcze jednego! – rzekł siadając.
- Ale TO Tobie wypadł nie mi. Ja mam… – robiłam mu na złość delektując się głośno lodem. Wydawałam z siebie odgłosy coś w stylu „Aaaa… Yyy… mmm… och…”. Nagle Tom zerwał się i „rzucił się” na mnie, biorąc do buzi całego mojego loda i pozostawiając mi tylko wafelek. – Ty wieśniaku! – wydarłam się na niego. – Ty… Ty… Ty zniweczyłeś wszystko! Ty… zjadłeś mi mojego lodzika. – zaczęłam udawać, że płacze. Odwróciłam się i zaczęłam powoli iść.
- Jej no! Przepraszam. Kupię Ci zaraz nawet 8 lodów. Anika! Przepraszam. – przepraszał Tom, a ja nadal udawałam, ze płacze. – Bejbe! Ej no! Przestań!
- Jesteś wieśniakiem i tyle! Otrzep się, bo masz pełno pyłu na bluzce. – powiedziałam śmiejąc się z niego.
- Osz TY! – podszedł do mnie i zaczęliśmy iść wzdłuż rzeczki. Rozmawialiśmy o jego nagraniu o tym co będzie jak wróci o moim zespole i w ogóle. – Ja… muszę wracać. – mówił ze smutną miną. – Zaraz jadę, a jeszcze parę rzeczy muszę spakować. Będę dzwonił obiecuję. Nawet parę razy dziennie. Chodź. – wziął mnie za rękę i poszedł mnie odprowadzić. Było grubo po 12:00. Gdy doszliśmy pod Alex dom, Tom dał mi naaaaamiętnego buziaka w…. policzek. On sam wrócił się, a ja weszłam do Alex. Powitały mnie piski dziewczyn.
- Co tu się kurwa mać dzieje? – wrzasnęłam, by się uspokoiły.
- Widziałyśmy. MŁA ANIKA!! LOF!! JOŁ !! – krzyczała Maksi.
- Ale ja nie rozumiem? – wzruszałam ramionami.
- Jakiż to pocałunek namiętny zostawił Ci Tom na policzku. Mniam! Ja bym się nie myła do końca świata. – skakała wkoło mnie Tatiana.
- Albo przynajmniej do ich powrotu. – śmiała się Ell.
- Dobra dupa! Mniejsza z tym! Gdzie Alex i Agata? – zapytałam rozglądając się po domu.
- Alex w ogrodzie siedzi z Billem, tzn żegnają się. A Ag poszła do Martina. – odpowiedziała Elleine.
- A Ty Ell nie świruj!! Przed chwilą sama od Georga MACZO wróciłaś! – śmiała się Tatianka.
- Maczo! Jak on jest maczo to ja jestem EVA LONGORIA! – Maksi zaczęła uskuteczniać różne pozy jako modelka, zaczęła łazić jak jakiś kurczak napakowany.
- Wyglądasz conajmniej jak… jakby ci wsadzili w dupę pompę ssąco-tłoczącą! – powiedziałam i zaczęłam śmiać się. – Sorry Maks. – przytuliłam ją.
- Joł wiem, że tak wyglądam. Mama mi to zawsze na dobranoc mówi. – śmiałyśmy się leżąc na ziemi. Nagle w przed pokoju zobaczyłyśmy Alex, patrzącą na sufit.
- Co się stało? – spytałam ją.
- Ach… – zaczęła. – Och… Hmm…

Comments are closed.