Member Login

Lost your password?

Registration is closed

Sorry, you are not allowed to register by yourself on this site!


Archive for Kwiecień, 2010

Życie nie jest złe. Nie jest też dobre

środa, Kwiecień 21st, 2010

Kvetha Fricai!
Moje kochane elfiki, wybaczcie, że tak długo musieliście czekać, ale ostatnio jakoś nie mam weny do pisania ^^. Brakuje też czasu, a duet G&A (Grażyna&Arek – moi rodzice) połączyli siły z Yuli (moją siorą) i maltretują mnie codziennie >_<.
Ech… chyba przyda mi się mały odpoczynek do story.
Wybaczcie, że notka taka krótka, ale jak pisałam wczesniej – weny nie mam.
Rozdział dedykowany Elizabeth-elda, Cherry-elda oraz Black Swan-elda.

*

Stuk, stuk, stuk.
Znowu padał deszcz. Tym razem siedziałam na podłodze pod ścianą, patrząc na smugi spływające po szybie, tworzące zawiłe wzory. Taki wspaniały, deszczowy malunek.
- Widzę, że deszcz ci już nie przeszkadza? – usłyszałam głos Billa wchodzącego do pokoju.
- Wręcz przeciwnie: polubiłam deszcz – odparłam, wciąż wpatrując się w spływające krople.
Bill usiadł obok mnie, obejmując jednocześnie ramieniem. Trwaliśmy w milczeniu. Po prostu byliśmy.
- Wiesz… zastanawiam się, jaka jest przyszłość. Co się w niej wydarzy, co będzie miało miejsce w naszym życiu, co się stanie w życiu naszych bliskich. Z jednej strony ciekawi mnie to, a z drugiej… przeraża – powiedziałam cicho.
- Strach przed nieznanym… – wyszeptał Bill.
- Ale dlaczego? – chciałam znać jego zdanie.
- Zawsze boimy się tego, czego nie znamy… – powiedział wolno Bill. – Bo nie wiesz, co się stanie za rok, za miesiąc, za tydzień, jutro, zaraz… Bo przyszłość nie zawsze jest kolorowa… Z własnego doświadczenia to wiesz. I dlatego pozostaje strach, strach przed jutrem, a jednocześnie paląca ciekawość… Bo życie nie jest złe. Nie jest też dobre. Można określić, że jest tak dobre, jak złe i tak złe, jak dobre. I boimy się, że jutro coś pójść nie tak… ale równocześnie jesteśmy ciekawi życia. Taki już urodził się człowiek – czarnowłosy westchnął.
Milczałam, rozważając jego słowa. „Bo życie nie jest złe. Nie jest też dobre. Można określić, że jest tak dobre, jak złe i tak złe, jak dobre” – to miało sens. Tak było rzeczywiście.
- Bill? – zagadnęłam go.
- Tak?
- Skąd ty to wszystko wiesz?
Uśmiechnął się lekko.
- Z własnego doświadczenia – odparł wymijająco i wstał. – Muszę iść, matka coś chce ode mnie.
Skinęłam głową i znów wpatrzyłam się w krople deszczu. Jak mogłam kiedykolwiek sądzić, że mi przeszkadzają?!
- Tyle rzeczy jeszcze nie wiesz, tylu rzeczy musisz się jeszcze nauczyć… – westchnęłam cicho, śledząc kroplę wody spływającą na parapet.

- Wiesz co, Rachel? Zaczęłam nowe życie… Już się nie tnę, nie płaczę, wiesz?
Kucałam przy grobie mojej siostry. Mówiłam do płyty, to napisu, wiedząc, że na pewno słyszy.
- Tak… Bill mi pomógł. Udowodnił, że deszcz jest muzyką. A świat jest tak zły, jak dobry i tak dobry, jak zły. Zastanawiam się czasem, skąd o n to wie…
Odpowiadał mi jedynie świat wiatru, wprawiający w ruch sczerniałe liście tańczące wokół mnie. Dotknęłam lekko rzeźbionej róży, przejeżdżając palcami po jej kamiennych płatkach.
- Szkoda, że ciebie tu nie ma. Byśmy dalej pomagały sobie nawzajem. Chociaż… ty dalej mi pomagasz. Ja ci pomóc mogę tylko tą rozmową. Ale to przecież tak niewiele… – przerwał mi dźwięk SMSa dochodzący z mojej komórki. „Wracaj, Tess, obiad na stole”. Wiadomość od Toma. – Do widzenia, Rachel, przyjdę tu jeszcze, nie martw się. Kocham cię – wstałam i skierowałam się w stronę żelaznej bramy cmentarza.

„Bo życie nie jest złe. Nie jest też dobre. Można określić, że jest tak dobre, jak złe i tak złe, jak dobre”…
Wciąż myślałam nad tymi słowami. Nad ich sensem. Skoro życie jest na równi, to jacy są ludzie? Dobrzy? Źli? Czy też na równi?
Zapytałam o to Billa.
- Człowiek rodzi się czysty. – odparł. – To otoczenie go kształtuje, tak jak on sam siebie. Jeśli popadnie w melinę, trudno od niego oczekiwać, by był zawsze miły dla każdego. Z drugiej strony, doświadczenia z tym mogą być dla niego zbyt brutalne, dlatego wybierze Białą Ścieżkę. Główna nić należy do osoby kształtowanej.
- A ty jaki jesteś? Dobry, czy zły?
- Ja? Ja jestem tak dobry, jak zły i tak zły, jak dobry – roześmiał się, pocałował mnie w czoło i odszedł.
Sama nie wiedziałam, dlaczego tak bardzo mi zależało na jego zdaniu. To, co mówił różniło się bardzo od tego, czego nauczyli mnie rodzice.
Jednak wiedziałam, że jeśli chcę rozpocząć nowe życie, muszę obrać Billa za nauczyciela.

*

Ta inna Tess

sobota, Kwiecień 10th, 2010

Przepraszam, że wczoraj nie dodałam, ale komp sie zrypał i nei mogłam >_<. Notka nieco krótka, ale nie miałam więcej pomysłu. Będę miała pomysł – dam dłuższą.
Dzisiaj dedykuję notkę wszystkim osobom z for THPoland i Radosnej Twórczości, a także Wam oraz specjalna dedykacja, ze względu, że Kuta(s) mnie tak męczyła, to właśnie dla niej!

*

Stuk, stuk, stuk.
Deszcz delikatnie bębnił w okienne szyby, rozpraszając moje zainteresowanie lekcjami. Zacisnęłam zęby i dalej wpatrywałam się w książkę od historii. Właśnie, wpatrywałam się, nie czytałam. Przy tym stukaniu nie mogłam się skupić.
Bill siedział na łóżku, rysując coś na kartce papieru. Odwróciłam się na chwilę do niego i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Uśmiechnął się, jakby chcąc powiedzieć „Kocham cię, moja piękna”. Odwzajemniłam uśmiech.
Od czasu tamtej nocy nasze stosunki między sobą układały się jak najlepiej. Zawsze mieliśmy dla siebie czas, nawet jeśli wliczyć w to wszystkie próby, występy i wywiady.
Stuk, stuk, stuk.
Spojrzałam z irytacją na okno, za którym hulał wiatr spychając krople wody na nasze okno.
- Nie lubię, gdy pada deszcz – oświadczyłam, zamykając z trzaskiem książkę.
- A ja właśnie bardzo. Zawsze dostaję przy nim napływu weny. – odparł Bill gryząc jednocześnie końcówkę ołówka.
- Jak ty możesz pracować przy tym hałasie? – mruknęłam poirytowana.
- Hałasie? – spojrzał na mnie. – Czy ty nie słyszysz?
- Czego? – zdziwiłam się. Byłam w stanie uwierzyć, że Bill zwariował.
- Tego szumu… tego stukotu… tego rytmu… tej melodii… nie słyszysz tej muzyki?
Chociaż usilnie się powstrzymywałam, to jednak spojrzałam na niego dość… dziwnie?
- Ja słyszę tylko walenie w parapet i szyby, zakłócające mój wewnętrzny spokój – stwierdziłam.
Bill westchnął.
- Zamknij oczy – polecił. Zamknęłam powieki. – Skup się na deszczu. Czy słyszysz ten szum? Czy słyszysz ten delikatny, pulsujący życiem stukot? Czy słyszysz tą muzykę?
Na początku stwierdziłam, że to zupełnie bez sensu, a Bill oszalał. Jaka muzyka?
Jednak po chwili usłyszałam. Powiązałam wszystko w całość: stukot, szum, rytm i melodię. Tak, wyszła z tego muzyka… dziwna, nieregularna, poskręcana i niepełna, ale cudowna…
Gdy otworzyłam oczy ujrzałam triumfalny uśmiech Billa. Również się uśmiechnęłam.
- Słyszę… – szepnęłam.
- Ciesz się życiem póki możesz – Bill mrugnął, po czym znowu wziął się na rysowanie, pozostawiając mnie z tą złotą myślą sam na sam, abym mogła się na niej skupić.
„A żebyś wiedział, że się będę cieszyć!” uśmiechnęłam się sama do siebie. „Nauczysz się żyć!”

Następnego dnia humoru nie mogła mi zepsuć nawet nasza matematyczka oraz jej przedmiot. Byłam po prostu za radosna. Zbyt pełna energii. Mój promienny uśmiech opadał na każdą przechodzącą osobę. I nie było od tego ratunku.
- Wróciliśmy! – krzyknęłam radośnie już na progu domu, rzucając w kąt torbę i ściągając czarne glany. Za mną wszedł Bill i Tom.
- Humor dopisuje? – matka bliźniaków uśmiechnęła się.
- I już nic go dzisiaj nie może zepsuć – odpowiedziałam radośnie, wbiegając po schodach na górę, przeskakując co drugi stopień.
- Co ona dzisiaj taka zadowolona? – usłyszałam głos mamy zwracającej się do bliźniaków.
„Zaczynam nowe życie!” pomyślałam, popychając drzwi i wchodząc do pokoju. „Stop smutkowi, dość załamań, nowa Tess przed wami!”
Nie mogłam wciąż rozpamiętywać śmierci Rachel. Nie chciałam myśleć o wizjach Judie. Dość było planowaniu przyszłości. Teraz jest teraźniejszość i trzeba łapać chwilę, póki jest.
Zatrzymałam się. Skąd u mnie te całe przemyślenia? Jeszcze wczoraj nie zdołałabym tak pomyśleć.
Uśmiechnęłam się do siebie i pokręciłam głową. Do czego do Bill mnie doprowadził…
Stanęłam przez lustrem, przekrzywiając głowę raz w lewo, raz w prawo. Moje czarne włosy sięgały już ramion. Były zdecydowanie za długie.
Uśmiechnęłam się figlarnie, po czym wyciągnęłam z biurka nożyczki. Znów stanęłam przed zwierciadłem i uniosłam jeden kosmyk włosów. Niemal natychmiast padł na drewniane panele.
Po pół godzinie zachciało mi się śmiać. Odważyłam się. Odważyłam się zrobić coś, czego sama w życiu bym nie zrobiła. Po prostu stanęłam przed lustrem i ścięłam włosy tak, że pocieniowane sterczały teraz na czubku mojej głowy. Im niżej, tym dłuższe.
- Tess, obiad jest na sto… – drzwi się otworzyły i stanął w nich Bill. Zamarł na widok mej nowej fryzury i całego stosu włosów wokół mnie na podłodze. Nagle zaczął się śmiać.
- Z czego się śmiejesz? – zapytałam lekko zdezorientowana, patrząc na zwijającego się Kaulitza. – Tak źle wyglądam?
- Nie, wyglądasz świetnie, tylko… hahaha… a zresztą! – machnął ręką. – Chodź, bo obiad stygnie.
- No dobra… – uśmiechnęłam się lekko i wyszłam za nim z pokoju.

***

Po raz pierwszy od dłuższego czasu naprawdę się śmiała. Nie był to tylko przelotny uśmiech, który miał za chwilę zgasnąć. Chciała być szczęśliwa. Wiedziała, że Rachel uśmiecha się z nieba, widząc jej radosną minę. Bo tego właśnie pragnęła.
Nic nie mogło zakłócić jej euforii. Stała się pewniejsza siebie. Radosna. Zabawna. Towarzyska. Cegiełka po cegiełce zmieniała swe życie. Na lepsze. Odpędziła smutek. Odegnała bezradność. Chwyciła szczęście. Zasmakowała zwycięstwa. Bo wygrała – wygrała ciemną stronę siebie.