Miała być jutro, będzie dzisiaj. Nie mogłam już dłużej trwać z napisaną notką nie wklejając jej.
Jakby ktoś chciał poczytać dwie moje jednoczęściówki, to w linkach, w dziale “THPoland” przy pseudzie “Tess – Sahade Debl”.
Zazwyczaj nie daję dedykacji, jednak dziś nie mogłam się powstrzymać. Tą notkę dedykuję Shady Lane oraz Cherry.
*
Po przebudzeniu poczułam jakieś straszliwe uczucie, coś jakby niepokój i strach. Natychmiast spojrzałam na Billa, chcąc zobaczyć, czy jest. Był. Mimo to nie poczułam się spokojniejsza.
Miał otwarte oczy. Najwyraźniej czekał, aż się obudzę. A może po prostu nie chciało mu się wstawać? W końcu dzisiaj była sobota.
Usiadłam na łóżku, patrząc na czarnowłosego. Ten również na mnie spojrzał, po czym podniósł się.
Chciałam przekonać się, że jest naprawdę. Zbliżyłam swe usta do jego, zamykając dzielącą nas przestrzeń pocałunkiem. Zarzuciłam mu ręce na szyję, po czym przylgnęłam do niego całym ciałem.
Bill objął mnie w pasie i jeszcze mocniej przyciągnął do siebie. Dopiero teraz poczułam, że jesteśmy bezpieczni. I ja, i Bill. I że nie odejdzie. I… że mnie kocha…
Powoli położył się, a ja obok niego. Przeczesywałam delikatnymi ruchami jego włosy, jeszcze sztywne od poprzedniej stylizacji.
Oderwaliśmy się od siebie. Spojrzałam mu prostu w oczy. Oczy, która tak kochałam. Z wzajemnością…
Po prostu nie mogłam się nie uśmiechnąć, widząc jego rozpromienioną minę. Zapomniałam na tą jedną słodką chwilę o wszystkim – o Rachel, o Judie, o rodzicach. O wszystkim. Liczył się tylko on. I ja. My razem. W tej chwili krzyczałam w myślach słowa podzięki dla losu, który nas ze sobą zetknął.
Znów zjednoczył nas pocałunek. Tym razem głębszy i namiętniejszy od poprzedniego. W ten pocałunek włożyłam całe swe serce, przepełnione miłością do Billa. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie.
- Dziękuję, że jesteś… – szepnęłam, puszczając swymi wargami jego delikatne usta. – Że pozwalasz zapomnieć mi o tym, co złe…
- Wspólnie pokonamy wszystko… – szepnął.
- Będzie dobrze, prawda? – zapytałam.
- Na pewno – odpowiedział pewnie. Tak pewnie, że od razu poczułam, że wszystko się jakoś ułoży…
- Kocham cię, Bill – powiedziałam, całując go lekko w usta.
- Ja ciebie też – zamruczał, gładząc mnie pod dłoni.
Idąc do łazienki się przebrać spotkałam Toma. Uśmiechnęłam się do niego, co odwzajemnił.
- Możemy porozmawiać? – zapytałam go, zostawiając rzeczy w łazience. Potem się przebiorę.
- Jasne – odparł i otworzył mi drzwi do swojego pokoju, zapraszając mnie gestem dłoni.
Usiadłam na łóżku czekając, aż Kaulitz wejdzie i zajmie jakieś miejsce. Nie czekałam długo.
- Dziękuję ci za wszystko, Tom. Za to, że mnie kryłeś. Dziękuję – podeszłam do niego i pocałowałam w policzek, po czym wróciłam na łóżko. Uśmiechnął się tylko lekko. – Ostatnio już mi nieco lepiej. Staram się zapomnieć o… o tym wszystkim… – poczułam nagły uścisk w gardle.
- Nie jest łatwo, prawda? W końcu była twoją siostrą… a moją dziewczyną… – zmarkotniał.
- Przepraszam, że o tym wspomniałam – potrząsnęłam głową, przecinając powietrze czarnymi włosami.
- Nic się nie stało. Trudno o tym nie pamiętać – odparł smutno.
- To zawsze mi będzie o tym przypominać – powiedziałam, wyciągając do przodu nadal obandażowaną dłoń.
- Ale już nie będziesz tak robić? – zapytał, dotykając bandaży.
- Nie chcę już.. To jest bez sensu. Uświadomiła mi o tym pewna dziewczynka… – powiedziałam, a na moich ustach pojawił się gorzki uśmiech. Widząc zdziwione spojrzenie Toma dodałam. – Tajemnica.
Skinął głową. Jednak w jego oczach zabłysnęło coś jakby… spokój?
- Muszę już iść. Bill czeka – powiedziałam po chwili ciszy, podnosząc się z łóżka.
- Nie ma sprawy – powiedział.
Gdy wychodziłam zauważyłam, że siedzi zapatrzony w okno. Na jego twarzy zauważyłam… łzę?
Zamknęłam cicho drzwi i udałam się do łazienki. Głupio mi było, że wspomniałam w tym momencie o Billu. Jak musi się czuć Tom, gdy umarła jego dziewczyna?
Odruchowo otarłam oczy. „Nie ma sensu rozgrzebywać przyszłości” stwierdziłam ostro, przebierając się „Było, minęło. Zapomnij”.
Coś mi jednak w tym nie pozwalało…
***
Nim się spostrzegłam, nadeszło Boże Narodzenie. Spędzałam je u rodziców, którzy mnie zaprosili. Postanowiłam im wybaczyć to, że mnie wtedy wywalili z domu…
W Wigilię porozdawałam prezenty Kaulitzom, Gustavowi, Georgowi i Alex. Dostałam od nich masę różnych rzeczy – płyty, ciuchy, dodatki do komórki…
Z rodzicami trwałam w zgodzie. Wszystko sobie powyjaśnialiśmy. Po śmierci Rachel już nie mogłam dłużej ich nienawidzić… Mieszkałam jednak dalej u Kaulitzów – tam było jej lepiej, bo miałam się komu wygadać, wypłakać, przytulić… Rodzice zrozumieli.
Wszystko toczyło się normalnym trybem. Rany na dłoni powoli znikały, pozostawiając jasne, wąskie blizny. Powoli godzono się ze śmiercią Rachel. Nawet ja już się pogodziłam. Chociaż jeszcze przejmował mnie wszechmocny smutek, gdy tylko sobie o niej przypominałam, to już nie cięłam się i nie zamykałam przed wszystkimi.
Minął Sylwester, minęły ferie świąteczne. Coraz bliżej było do narodzenia dziecka. Obecnie był już 5 stycznia… Czyli jeszcze jakieś 5 miesięcy.
- Bill? – zagadnęłam czarnowłosego pewnego wieczoru, gdy siedziałam na łóżku, czytają książkę, zaś chłopak majstrował coś przy biurku.
- Hmm? – mruknął, odwracając się do mnie.
- Jak nazwiemy dziecko?
Zaskoczyłam go lekko tym pytaniem. Spojrzał w okno, jakby się zamyślił, po czym zwrócił się do mnie.
- Myślałem nad tym ostatnio… chciałbym, jeśli to będzie syn, aby nazywał się Tom… zaś córka – Judie…
Dreszcz strachu przeszył moje ciało. Całkowicie już zapomniałam o atakach Judie… Co się stało, że znikneła?
Bill zauważył moje nagłe przerażenie.
- Jeśli nie chcesz, możemy wybrać inne! – dodał szybko. – To były tylko pro…
- Nie o to chodzi – potrząsnęłam głową. – Zresztą… nieważne. Niech będzie Judie – uśmiechnęłam się lekko. To jej zawdzięczałam to, że przestałam się ciąć. To ona pokazała mi, co się może stać, gdy mnie zabraknie… Może właśnie dlatego nagle znikneła? Bo zrozumiałam? Czyżby to było jej celem? Jeśli tak… zasłużyła, aby nazwać jej imieniem naszą córkę.
Bill podszedł do mnie i usiadł na łóżku tuż przede mną.
- Chcesz mi coś powiedzieć, Tess? – zapytał, patrząc na mnie przenikliwie. Potrząsnęłam przecząco głową. Dotknął lekko mojej ręki. – Będzie dobrze – dodał.
Przysunął się, opierając swoje czoło o moje. Patrzyliśmy się tak na siebie w milczeniu.
Przysunął się jeszcze bardziej i nasze usta się spotkały. Przymknęłam lekko powieki, ręce oparłam za swoimi plecami, zaciskając lekko palce na miękkiej kołdrze. Bill natomiast wychylił się do przodu, dłonie opierając tuż obok mojego tułowia.
Czułam, jak jego dłonie rozpinają mój zamkowy sweter. Nie zaprotestowałam. Nie zrobiłam tego również, gdy go ze mnie ściągnął.
Nagle Bill oderwał się ode mnie i spojrzał głęboko w oczy.
- Tess?
- Tak? – spojrzałam na niego lekko przestraszona.
- Czy ty tego chcesz? – zapytał, dotykając mojego ciepłego policzka.
- A ty tego chcesz – odbiłam piłeczkę.
- Ja tak…
- Ja też…
Uśmiechnął się do mnie i dalsza rozmowa utonęła w kolejnym, namiętnym pocałunku. Nie śpieszył się. Miał to już kilkakrotnie za sobą. Ufałam mu całkowicie.
Nie planowaliśmy tego. Wyszło tak samo z siebie. Warunki były sprzyjające – nie licząc nas dom był pusty.
Zza Billa spojrzał na zegarek. Dochodziła ósma. Mieliśmy sporo czasu…
Położyłam się na łóżku. Bill ściągnął bluzę. Uśmiechnęłam się lekko.
- Na pewno? – pochylił się nade mną, całując w nos.
- Na pewno… – odparłam, pocierając swoim czołem o jego.
