Powiem Wam, że strasznie trudno powiadomić wszystkich o nowej notce, jest to wręcz nieosiągalne (przy mojej sprawności neta -.-’). Dlatego też postanowiłam, że notki będą się ukazywać co tydzień – w każdy piątek.
Dziękuję Wam za aż 80 komentarzy! Jesteście wspaniali!
Ah, ta notka nie będzie należała do najdłuższych, ale mam nadzieje, że “nasyci” Was na jakiś czas ;>.
*
Wiatr kołysał drzewami, obdzierając je z pozostałości liści jeszcze na nich tkwiących. Tumany kurzu i drobinki czarnej ziemi unosiły się w powietrze, wpadając przechodniom do oczu, a lekka mżawka z przerwami moczyła ich kapelusze. Każdy spieszył się do domu, gdyż pogoda nie zapowiadała się ciekawie. Pośród tego całego tłumu ja jako jedyna stałam przy grobie Rachel, nieruchomo wpatrując się z srebrny napis głoszący: „Rachel Wolf 1989-2005”. Pod spodem była płaskorzeźba pięknej, rozkwitłem róży, a obok napis: „Śpieszmy się kochać ludzi – tak szybko odchodzą…” Był to pomysł Billa, z tą złotą myślą.
Grób cały się jarzył od dziesiątek zapalonych świeczek, które pozostawili tutaj szkolni znajomi i rodzina. Na samym przedzie stała ogromna świeczka ode mnie, Billa i Toma, tuż obok od Alex i Suzie, zaś jeszcze dalej – od rodziców. Cała reszta była sama nie wiem, od kogo.
Zbliżała się godzina szósta. Trzeba było wracać. Szepnęłam jeszcze cichutkie „Kocham cię…”, wsadziłam zmarznięte dłonie w kieszenie i wyszłam z cmentarza.
***
Sama nie wiem, dlaczego to chcę zrobić. Dlaczego chcę sobie zadać ten ból. A o co chodzi? O przemożną chęć wbicia sobie noża w żyły. Bez Rachel, bez rodziców to życie nie ma sensu…
Wymknęłam się z pokoju do kuchni i wyciągnęłam cicho nóż z szuflady. Schowałam go do kieszeni i pobiegłam do łazienki. Na szczęście nie spotkałam nikogo na korytarzu…
Usiadłam na sedesie i podwinęłam rękawy. Patrzyłam na moje dłonie, naciskałam opuszkami palców żyły we wszystkich miejscach – na przegubie, na nadgarstkach, na wierchu dłoni i w jej wewnętrznej stronie, aż w końcu na palcach. Nie mogłam się zdecydować, gdzie trafić najpierw. Nie chciałam tak od razu się zabić, nie, czułam to teraz wyraźnie. Jednak chciałam sobie zadać ból – to było pewne.
Odetchnęłam głęboko. Podniosłam nóż. Przytknęłam go do skóry na wierzchu dłoni. Przejechałam.
Natychmiast pojawiła się czerwona krecha, z której małym strumykiem popłynęła krew. Odetchnęłam. Raz, drugi, trzeci. Odwróciłam dłoń. Teraz przyłożyłam do wewnętrznej strony. Znów przejechałam. Kolejne strumyki krwi rozpływały się po mojej dłoni, wypełniając zgięcia i przykrywając cienką warstwą czerwonej mazi.
Teraz nadgarstki. I one zostały skąpane w czerwieni. Palce. Ponacinałam je, tworząc małe, lecz mocno krwawiące ranki.
Cięłam bez opamiętania. Nie zważałam na piekący ból – w pewien sposób przynosił mi on ulgę.
Przestałam. Odłożyłam na umywalce nóż brudny od mej szkarłatne krwi. Teraz tylko patrzyłam, jak upływa ze mnie krew.
Odetchnęłam parę razy. Wsadziłam rękę pod zimną wodę czekając, aż krwotok ustanie. Trwało to dość długo, ale w końcu się zatamowało. Dłoń owinęłam bandażem wyciągniętym z szafki i zapięłam srebrną zapinką. Strasznie piekło, o wiele bardziej, niż gdy się cięłam.
Wyszłam z ubikacji i udałam się do pokoju zajmowanego przeze mnie i przez Billa. Czarnowłosy spał. Podeszłam do niego, pocałowałam go w czoło i przykryłam kocem. Uśmiechnęłam się lekko, widząc na jego ustach lekki uśmiech. Usiadłam przy biurku, patrząc na moją dłoń. Nie mogłam wręcz oderwać od niej wzroku.
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Podeszłam i otworzyłam. W progu stał Tom. Miał dziwny wyraz twarzy.
- Chodź, Tess… – wychrypiał. Zauważyłam, że jego wzrok przeleciał po moich dłoniach. Odruchowo naciągnęłam sweter bardziej na bandaż.
Wyszłam razem nim, zamykając cicho drzwi, by nie zbudzić Billa. Zauważyłam, że Tom coś trzymał w ręce. Nie mogłam jednak bliżej się przyjrzeć, co to, bo doszliśmy.
- Usiądź – powiedział, pokazując na kanapę.
Posłusznie usiadłam, zdziwiona jego zachowaniem. Zwykle po prostu przychodziłam i robiłam co chciałam, więc teraz…?
Tom położył na stoliku przede mną jakiś srebrny, błyszczący przedmiot. Jeden rzut oka wystarczył, aby rozpoznać, co to było. Fala zimna przelała się przeze mnie, aż się wzdrygnęłam. Przede mną leżał zakrwawiony nóż, który zostawiłam w łazience.
Podniosłam przerażone spojrzenie na Toma. Miał takie dziwne spojrzenie, pełne… współczucia? Czy może to był… wstręt?
-Tess, prosiłem cię… to się może źle skończyć… jeśli nie przestaniesz… Więc lepiej przestań… nie mogę cię wiecznie kryć…
Wyszłam bez słowa z jego pokoju. Zamknęłam się w Czarnym. Przekręciłam klucz w zamku i zostawiłam go tam na wszelki wypadek, gdyby Tom próbował sztuczki ze spinką.
- Dlaczego nie chcecie zrozumieć… – wyszeptałam wilgotnym od łez głosem, zaciskając pięść. – Dlaczego?
Ułożyłam się na podłodze i zasnęłam. Zacznę się do tego przyzwyczajać…
Byłam w jakimś pomieszczeniu ze szklanymi ścianami. Wewnątrz była kompletna pustka, żadnych mebli ani dekoracji, nic. Wstałam ze szklanej podłogi i podeszłam do najbliższej ściany. Dopiero teraz zauważyłam, że byłam nie w żadnym pokoju, jak na początku myślałam, lecz… w pudle. Wielkie, szklane pudło.
Zobaczyłam, że do pokoju wchodzi mała, czarnowłosa dziewczynka. Jej odcieniu smoły, proste włosy sięgające do pasa okalały małą, drobną twarz. Była nienaturalnie blada i chuda. Odziana była w czarną, poszarpaną sukienkę z całym mnóstwem wiązań i siatek, nadając jej wygląd iście upiorny. Gdy podniosła wzrok na mnie, ujrzałam zgaszone, brązowe oczy.
- Witaj, Tess – powiedziała cichym, lecz wysokim głosem. – Jestem Judie.
Nic nie powiedziałam, tylko patrzyłam na nią uważnie.
- Wiesz, Tess, źle robisz… – powiedziała, przenikając mnie wzrokiem. – Źle robisz, że się tniesz…
- A skąd ty wiesz, że się tnę? – zapytałam podejrzliwie.
- Mam swoje źródła… a teraz patrz…
W rękach dziewczynki zmaterializował się nóż. Podniosła go wolno tak, abym to widziała, i przejechała srebrnym ostrzem po dłoni. Czerwony, krwisty ślad świadczył o jego ostrości.
Znowu go uniosła, lecz teraz kucnęła i rozcięła sobie doskonale widoczne żyły na kostce. Krew od razu spłynęła na posadzkę.
Wstała i teraz przejechała po żyłach na dłoni. Patrzyła, jak krew coraz szybciej z niej upływa.
- Czy chcesz tego samego? – zapytała, patrząc mi prosto w oczy. – Chcesz?
Nic nie powiedziałam, tylko mocno zacisnęłam wargi, aby nie krzyczeć.
- Tak? To patrz dalej…
Rozcięła gorset sukienki. Miejsce, gdzie tknął nóż, przesiąknęło krwią.
- Nie rób tego więcej, Tess…
Podniosła wysoko nóż, spojrzała na mnie ostatni raz – i przebiła sobie tętnicę.
Czułam, jak lodowate zimno rozchodzi się w całym moim ciele. Patrzyłam, jak osuwa się na ziemię, w czerwoną kałuże krwi, a nóż wypada z jej ręki, spadając na posadzkę i wydając z siebie ostry, metaliczny dźwięk.
Obudziłam się, oddychając głęboko.
