- Jeśli bardzo chcesz, to ja cię mogę poruchać – zaśmiał się Gustav wchodząc do pokoju
- Nie!! Tylko nie konio-jebca! Błagam litości!;( – przestraszył się Bill i schował pod kołdrę jak mała dziewczynka)
- Jaki znowu konio-jebca? Znowu się uderzyłeś w głowę, dziecinko? – spytał Gustav podchodząc do Billa i zrywając z niego kołdrę.
- Nie dotykaj mnie! – wrzeszczał Bill, jego pisk przypominał syczenie dzikiego kota. Nawet podrapał Gustava czarnymi pazurami, gdy ten próbował go „oswoić”.
- Aaauuuaa! Co ci odpierdala? – wkurzył się Schäfer, potarł zranioną rękę.
- Nico! Wynocha!! – piszczał młodszy Kaulitz, widać nie dawały mu spokoju wspomnienia ze snu…
- No już, już. Przyszedłem tylko wam powiedzieć, że nie idziemy dziś do szkoły i… – zaczął
- YEEEAAAAHHH! I feel good!! Tararararar! Ain’t never I would! Nareszcie! Gotha! – cieszył się jak głupi John(Jasio) Tom(nowy wyraz „gotha”, czyt. gocza, z ang. (have) got ya! W skrócie znaczy tyle, co mam cię lub wreszcie.)
- Dasz mi dokończyć? – spytał z lekkim zdenerwowaniem Gustav
- No jasne, dawaj. – uśmiechnął się Tom
- Nie idziemy do szkoły, bo w klasie Lucyny dziewczyny mają zawody i idziemy na nie z Lucyną. – dokończył
- CO?!! – wrzasnął Tom – Ja nie idą na żadne gówniane, polskie, pirszo-gimnazjalne, walone, jebane i dupne zawody dziewczyn!
- Tak BTW, to mówi się pierwszo, a nie pirwszo… – tłumaczył Gustav(BTW- ang. by the way, znaczy „tak w ogóle”, „poza tym”)
- …a po drugie, to wątpię żebyś nie miał ochoty zobaczyć zgrabnych nóżek i jeszcze bardziej zgrabnych tyłeczków reprezentacji nasze szkoły z III gima. – wtrąciła Lucyna wchodząc do pokoju
- No to może jednak pójdę, przyda się mały doping… – mącił Tom
- To ruszajcie prędko tyłki, bo się spóźnimy. Raz, raz, raz! – pośpieszała ich Ema. Po chwili wyszła z pokoju mówiąc:
- Czekam na was na dole za pięć minut!
- Gustav? Możesz wyjść? –spytał zakłopotany Bill
- Czemu?
- Bo nie życzę sobie, żebyś widział jak się przebieram.
- Co ja twoich gaci nie widziałem? Żeby tylko… Niezłe to było, jak kazałeś się rozebrać i poszedłeś spać, potem Tom się tobą „bawił” i nagrał na kase… – zaczął Gustav
- Zamknij się! – mruknął Tom zatykając mu usta ręką
- Co, co, co?! Powiedz jeszcze raz! – zażądał Bill
- Nic, nic. My już idziemy, żebyś… żebyś się mógł spokojnie przebrać. – powiedział Tom zbliżając się do drzwi i ciągnąc za sobą Gustava
- Gadaj… – syczał Bill i ruszył w stronę brata
- Chciałbym, ale to długa historia a my nie mamy czasu więc… – tłumaczył się jak idiota
- Gadaj! – wrzasnął Bill i chciał rzucić się na Toma, ale niestety Tom i Gustav zatrzasnęli mu drzwi przed nosem, więc Bill przygrzmocił twarzą w drzwi.
- To na razie bracholku! – zawołał Tom i razem z Gustvem zbiegli na dół. Bill przebierał się i przebierał się, i nie mógł założyć tych cholernych majtek na dobra stronę. Tak właściwie to kilka razy się przewrócił, bo nogi mu się zaplątały we własne gacie^^.
- BILL!! ZŁAŹ WRESZCIE, BO JUŻ I TAK JESTEŚMY SPÓŹNIENI!!! – wrzeszczała z dołu Lucyna
- Kurwa! To niech ktoś mi pomoże z tymi cholernymi bokserkami! – odkrzyknął
- To załóż slipki i złaź!
- A no… – pomyślał, ubrał się szybko(tym razem z udziałem slipek) i zbiegł na dwór gdzie wszyscy na niego czekali.
- Ej, a gdzie jest Georg? – spytał Bill w wyjściu
- Nie idzie. – opowiedziała krótko Ema
- Yyy! To nie fer! Ja też nie chcę! – sprzeczał się Bill
- Bo ty w ogóle wolisz patrzeć na chłopców niż na dziewczyny… – wtrąciła się Olka wyłaniając się zza drzwi
- Georg nie idzie, bo jakiś idiota(spojrzała na Toma) rozlał masło orzechowe na schodach, Georg się poślizgnął i nieźle potłukł. – wytłumaczyła Ema
- To nie ja! – protestował Tom – Na serio!
- Bujać to my, ale nie nas. Idziemy, bo nam zawali facet. – zakończyła Zuzia
- Ale to na serio, nie ja!! – darł się Tom
- A co z Pauliną? Czemu nie idzie do szkoły? – spytał Gustav
- Bo ktoś się musi Georgiem zająć, nie może chodzić, chyba se nogę złamał.
- Ja mogę zostać! – zaproponował Bill
- Ona powiedziała zająć, a nie zgwałcić. – „odszczeknęła” Zuzia. Już nikt się nie odzywał i całe przedszkole ruszyło w stronę liceum, gdzie miały odbyć się zawody.
***
- Nuuuuuudzi mi się!! – jęczał jak nieznośny trzylatek Georg
- Cicho już siedź! Mam już dość twojego jęczenia! Jesteś gorszy od Muchy jak jej się robi koka! – odburknęła Paula – Po prostu, zmień płytę!
- Nie dosięgnę, a wstać nie mogę!
- Mówiłam w przenośni. Dobra czas, na zmianę kefiru.
- Po co ty w ogóle przykładasz mi to do nogi, co?
- Bo trzeba obniżyć temperaturę stanu zapalnego, podwiń spodnie. – opowiedziała otwierając świeże opakowanie białego, śmietano-podobnego gówna(coś jak skiśnięte mleko, tylko mniej śmierdzi i jest rzadsze) Georg podwinął nogawkę i rozwinął opatrunek.
- JESUS! Jak to jedzie!!!
- A jak myślałeś?
- Na pewno coś innego niż to. Z tego się ser zrobił. Bleach!
- Przestań marudzić i podsuń tu nogę. – zadecydowała
- Cholera… zara ja się zrzygam z tego smrodu!
- Przestań się wygłupiać i daj…
- Nie! Po gówno, żeby mi jeszcze bardziej noga śmierdziała?!
- Jak nie to nie… Masz! – powiedziała i oblała go kefirem po twarzy
- Co ty robisz?!! – zdziwił się Georg ocierając z oczu kefir
- Robię ci okłady na głowę. – odpowiedziała i zaczęła w niego rzucać starym twarogiem wyjętym z lodówki
- Pożałujesz! – zagroził
- A co mi zrobisz?
- Broń się! – wykrzyknął i rzucił w nią wielkim kawałem sera
- Ty idioto, a masz! – krzyknęła Paula i wylała mu na łeb karton mleka – Pij mleko, rzygaj daleko!(by Mucha)
- Zapłacisz mi za to! – uśmiechnął się i zaczął rzucać w nią jogurtami
- To nie fer! Jestem pod ostrzałem jogurtów! – piszczała i schowała się za odchylonymi drzwiami lodówki
- Zara cię natrę tym twarogiem! – powiedział Georg zbliżając się do lodówki
- Tylko spróbuj! – wykrzyknęła Paula i wtarła mu w twarz masło
- Nic nie wiedzę, nic nie wiedzę! Oślepłem! Oślepłem! – wrzeszczał Listing
- Dobrze ci tak. – zaśmiała się Paula
- Takaś mądra? – mruknął Georg i mimo że nic nie widział, chwycił Paulinę w pasie chcąc wywrócić ja na ziemię, lecz niestety poślizgnął się i oboje wylądowali na stercie rozbryzganych kefirów.
- Wiesz co? Nad koordynacją to mógł byś troche popracować… – westchnęła Paula
- Cicho siedź, babo. – odrzekł z uśmiechem
***

