Dzięki wielkie za komentarze, nie było ich dużo, ale dobrze jest nie narzekam xD. Poza tym, że notkę pisałam cały dzisiejszy dzień to wszystko wporządku. Alex już się przeprowadziła, ale nie miałam z nią okazji rozmawiać, także nie wiem co z nią. Napewno będzie jeszcze pisać, musi. xD. Muszę Was zawiadomić, że od dzisiejszego dnia ruszył FAN CLUB TOKIO HOTEL.
Znajdziecie go TU! (klik) . Wszystkiego sie tam dowiecie. Dodatkowo możecie się zapisać na forum (w którym JA mam okazję być modem xD). Zapraszam x)
Poza tym chcę zrobić tanią reklamę blogowi mojej kochanej Aduśki. Jest on o naszym kochanym Riczim Stringi(!)nim. A znajdziecie go TU! (klik) .
No i na sam koniec zawiadamiam Was, że zaczęłam się za pisanie książki. Jeśli ktoś będzie chętny do czytania jej musi poczekać, bo jestem dopiero w trakcie tworzenia dzieła mojego życia.
DZIĘKUJĘ! KOCHAM WAS !!
- Nie tylko co? – niecierpliwiłam się.
- Tylko ja się zastanawiam czy… – znów przerwała.
- Alex cholera mów, bo już jestem obsrana. – mówiłam.
- Oj zobacz no ja niby jestem z Billem, a nie widziałam go już tyle czasu i ja nie wiem czy to co on mówi mi jest prawdą. – głos Alex drżał. Wyczułam w nim strach i żal.
- Kochanie. Jeny. Nie wiem co Ci powiedzieć mam.
- Najlepiej słuchaj…
- No słucham…
- Dzwonił do mnie jakąś godzinę temu i powiedział, że bardzo, ale to bardzo tęskni i, że jak wróci za dwa dni to od razu do mnie przyjdzie. Ja mu powiedziałam, że się cieszę i, że nie mogę się doczekać. Potem gadaliśmy jeszcze chwilę o niczym, później żegnaliśmy się i on powiedział, że bardzo mu zależy na mnie. No, ale nie powiedział, że mnie kocha? Nie? No i ja się boję, że on mydli mi oczy…
- Chora jesteś. Chłopakowi na pewno zależy, a TY jak zawsze robisz z igły widły. Jesteś moją przyjaciółką i jak jakiś palant CI krzywdę zrobi to będzie miał do czynienia ze mną.
- Dziękuję. Agata to samo powiedziała. Kocham Ciebie. Do kiedyś tam. – zaśmiałyśmy się i rozłączyłyśmy. Położyłam się wygodnie w łóżku i poszłam od razu spać.
Od razu jak otworzyłam oczy zobaczyłam twarz mojej mamy, która bardzo dziwnie wyglądała. Miała biało czarną maseczkę. I śmierdziało od niej zgnilizną.
- Kobieto co Ty masz na twarzy? – spytałam zaspanym głosem.
- Maseczkę. – zaśmiała się mama. – Śniadanie masz na biurku. Dzwoniła Maksi prosiła byś do niej oddzwoniła, bo ja jakąś ważną sprawę.
- Joł dzięki. – wstałam dałam mamie buziaka i od razu zadzwoniłam do Maks. – Elo bejbe!
- Anika? – spytała jakby nie wiedziała, że to ja.
- Tak mama mówiła, że dzwoniłaś.
- Właśnie jakąś godzinę temu dostałam odpowiedzieć z miejsca gdzie będziemy grać pierwszy koncert.
- I ?
- No i jak płyta będzie już to chcą ją na przesłuchanie i jak im się spodoba mamy małą trasę koncertową.
- CO??
- GUFNO! Właśnie to! Słyszysz! Jak im się spodoba to mamy koncerty. Jak nie to jest jeszcze jedno wyjście, ale to na razie nic nie mówię. Liczę na to, że się spodoba i… Musza się zgodzić. Ja lecę, bo mam spotkanie z takim kolesiem od nagłośnienia. Kocham Pa.
- No ja też Pa. – odłożyłam telefon na biurko zabrałam się do jedzenia śniadania. Potem ubrałam się i zeszłam do mamy. Kobieta ta siedziała sobie wraz z Jimem, który chyba u nas zamieszkał (LOL?). – Yyy… Dzień dobry.
- Cześć. I jak nagrania? – spytał Jim miłym głosem.
- Bardzo dobrze. Frans powiedział, że w środę mamy przyjść. – odpowiedziałam i usiadłam na kanapie.
- No to nie macie za dużo wolnego czasu. – stwierdził ponuro Jim.
- Niestety. – złapałam się za głowę. Byłam trochę zmęczona, ale nie zasnęła bym już. – Gdzie Tamara?
- W ogrodzie bawi się. – rzekła mama poczym wstała i poszła chyba do kuchni. Ja siedziałam z Jimem, patrzyliśmy na siebie nic nie mówiąc. Wreszcie po chwili Jim się odezwał
- Stało się coś?
- Zmęczona jestem. – powiedziałam.
- To idź przejdź się. – zaproponował Jim.
- Nie mam z kim.
- Sama. Najlepiej będzie.
- W sumie…. Dobra pójdę. – zaśmiałam się. Wstałam i wyszłam. Szłam między kolorowymi domkami na mojej ulicy. Mijając znajomych mówiłam im „cześć” nawet nie zatrzymywałam się by porozmawiać z nimi. Nic, nie miałam jakoś ochoty. Doszłam do skraju ulicy i zobaczyłam wysiadających z samochodu TH. Zdziwiłam się, bo o ile mnie pamięć nie myli to mieli wrócić dopiero za dwa dni. Tak jak Bill Alex mówił i Tom mnie. No, ale chyba nas okłamali. Postanowiłam się dowiedzieć gdzie wchodzili i po co i do kogo. Podeszłam cicho pod budynek, do którego weszli chłopacy z TH wraz z jakimiś dwoma gorylami. Skradłam się i zobaczyłam jak Kaulitz’e, Georg i Gustav w obstawie dwóch wielkich ludzi stali, a wkoło nich było mnóstwo reporterów itp. Stałam za wielką szybą wpatrując się w całą sytuację. Nagle ktoś mnie zaczął klepać po ramieniu. Nerwowo odwróciłam głowę w tył i ujrzałam ogromną parówę, która patrzyła na mnie z góry. Koleś miał chyba ze 3metry, był ciemnej karnacji, miał ogromne usta i wielkie gałki oczne, które musiał chyba sklejać, bo prawie mu z orbit wylatywały. Patrzył na mnie wzrokiem jakbym mu ojca i matkę szminką do ust udusiła (nie wiem czy można, ale taki miał wzrok).
- W czymś pani pomóc? – spytał koleś. Zachciało mi się płakać, a jednocześnie śmiać.
- Nie no ja tylko patrzę sobie. – powiedziałam niepewnie.
- A masz pozwolenie na patrzenie? – pytał dalej. Jego oczy zrobiły się małe, a ręce, które wyglądały jak serdelki zawiesił na ogromnym brzuchu.
- Można mieć karnet? – odpowiedziałam zapytaniem. Stwierdziłam, że mogę pożartować sobie z człeka, wyglądał groźnie, ale jego sposób wysławiania się dawał dużo do życzenia.
- Ha? – wydał z siebie dźwięk coś w stylu świńskiego chrumknięcia, ale nie byłam pewna czy to było to.
- Co? – syknęłam ostro.
- Dobra dziecko wypierdzielaj mi stąd. – warknął koleś.
- Tosz o co panu chodzi? Tam jest TH i… i… i… i ja chce popatrzeć, a potem z nimi pogadać. – mówiłam jednym tchem. Ten murzynowski idiota patrzył na mnie wzrokiem mordercy pluszowych zabawek.
- Wyginaj mi stąd! – zaczął krzyczeć. Uniósł rękę, by mnie złapać za… ramię, ale ja się wymknęłam i wbiegłam przez drzwi do budynku. Pobiegłam w prawą stronę i skryłam się za wielkim kwiatem. Wyciągnęłam w popłochu telefon i wykręciłam numer do Alex, bo była pierwsza na liście.
- ALEX! – powiedziałam, gdy ktoś odebrał telefon.
- Co jest? – spytała przyjaciółka.
- Mieszkasz blisko kafejki McCaffe nie? – spytałam szeptem.
- No tak. Jakieś 2 minuty, a co? Czemu mówisz szeptem?
- Nie czas na pytania. Przyłaź szybko i wejdź od tyłu do tego hotelu, w którym widziałyśmy Marca Terrenziego i Sarah Connor. Wiesz?
- No wiem i co tam?
- Yyy… do sali konferencyjnej cicho wejdź. Czekam. ALE SZYBKO!! Pa – włożyłam telefon spowrotem do kieszeni i poszłam po cichu do sali konferencyjnej. Nie minęło 6 minut jak Alex pojawiła się. Miała wydobyć z siebie głos, ale zatkałam jej ręką usta i pociągnęłam ją do sali gdzie fotograficy pstrykali Tokio Hotel zdjęcia. Cały czas rozglądałam się za tym wielkim fagasem co mnie chciał podłapać. Zboczeniec.
- Anika do cholery co się dzieje? – spytała wreszcie wkurzona Alex.
- Chodź zobaczysz. – powiedziałam i pociągnęłam ją, ale ta się wyrwała.
- Albo powiesz, albo ja wracam. – buntowała się.
- No dobra. Idę sobie ulicą patrzę, a z samochodu wysiada Tom, Bill i reszta w obstawie dwóch goryli. Podeszłam tu do okna, a tu pełno reporterów itp. Jakaś parówa mnie napastowała więc się schowałam za kwiatem i zadzwoniłam po Ciebie.
- Debil! – wrzasnęła Alex. – Tom nie mówił Tobie, że dziś mają premierę teledysku? – zrobiłam oczy jak denka od butelki, buzia otworzyła mi się z niedowierzania w to co słyszę.
- Że… co? – wydukałam bardzo zwięźle.
- No tak. Dziś jest premiera o 15. – stwierdziła Alex i zaczęła się śmiać.
- Tom ma wpierdol! – oświadczyłam i byłam skora iść i mu walnąć przy wszystkich. Wychyliłyśmy się by zobaczyć co się dzieje w tej sali. Zobaczyłyśmy chłopaków stojących samych bez nikogo. Dosłownie samych. Spojrzałam na Alex, ona na mnie i od razu pojawił się nam uśmiech na twarzy. Nic nie mówiłyśmy, a wiedziałyśmy co zrobić.
- Jesteś pewna? – spytała niepewnie Alex.
- A masz zamiar tu stać i podniecać się? – zapytałam ją i zaczęłyśmy się chichrać. Tak się rozkręciłam, Alex tak samo, nie mogłyśmy wyrobić i przewróciłyśmy się na ziemię robiąc przy tym wielki huk. Oczy chłopaków zwróciły się na nas. Spaliłam buraka, podobnie jak przyjaciółka, która leżała na mnie plackiem. Wstałyśmy i ogarnęłyśmy się. Popatrzyłyśmy zalotnie w stronę TH.
- Baranie. – szepnęła Alex.
- Wal się. – odpowiedziałam jej. Chłopacy na dal tylko na nas patrzyli. Nie wiedziałam co mam zrobić, czy śmiać się czy płakać. Czy może uciec czy iść do nich jak gdyby nigdy nic.
- TU JESTEŚ WARIATKO! – ktoś krzyknął i rzucił się na mnie. Upadłam na plecy szarpiąc się wyrywając i wrzeszcząc. Oczy miałam zamknięte i nie widziałam co się dzieje. Słyszałam tylko stłumiony pisk Alex. Nagle otworzyłam oczy i zobaczyłam tego goryla, z którym kłóciłam się przed wejściem i to właśnie jemu uciekłam.
- Puszczaj mnie patafianie! – krzyknęłam, kopiąc kolesia po klatce piersiowej. Alex rzuciła się na niego i zaczęła ciągnąc za koszulkę, która… niestety podarła się.
- Dobra… Rick zostaw je! – usłyszałam głos Toma. – MÓWIĘ ZOSTAW! Sam się tym zajmę. – goryl mnie puścił, Alex podniosła mnie. Spojrzałam na czerwoną ze złości minę Toma. Opuściłam głowę by nie widzieć jego wzroku.
- Coś się należy! – warknął olbrzym.
- Wal konia kutasie. – szepnęła Alex, tak że tylko ja to usłyszałam i zaczęłam walczyć z samą sobą, by się nie roześmiać.
- Pfff. – prychnął Rick. – Dzieci… – powiedział i odszedł. Uniosłam głowę i pokazałam temu palantowi FUCK U! Odwróciłam wzrok i spojrzałam tym razem na Toma. Jego do tej pory zawsze roześmiana twarz była ponura. Widać było jak się wkurzył za to co zrobiłam z Alex. Nie chciałam patrzeć na Billa, który pewnie też nieźle się zdenerwował. Ale w sumie… Co my takiego zrobiłyśmy? Przecież tylko chciałyśmy się przywitać, no ale kilka wypadków uniemożliwiło nam normalne powitanie.
- Cześć! – wydukałam wreszcie. Walnęłam łokciem Alex i ona także powiedziała tylko „CZEŚĆ”. Czekałam na reakcję Toma. W tym momencie chciałam zapaść się pod ziemię i nigdy nie wyjść na powierzchnię. Bardzo mi zależało na tym by mieć dobry kontakt z Tomem, by on mnie znał jako dowcipną dziewczynę, a nie jako łobuziarę, która jak zawsze z ALEX wpierdziela się w tarapaty.
- Ech. – jedyne co rzekł, odwrócił się i poszedł w stronę szatni. Normalnie myślałam, że mu walnę między oczy. Zaczęłam się gotować ze złości. Zwróciłam wzrok na Billa, który uśmiechał się do Alex. Aż wreszcie chyba gołąbki nie wytrzymały i rzucili się na siebie. Zaczęły się bardzo namiętne pocałunki itp. Bill szeptał coś Alex do ucha, ale ja nie dosłyszałam, bo mnie to nawet nie interesowało. W końcu jak Alex będzie chciała mi powiedzieć cokolwiek to mi powie. Podeszłam do Georga i Gustava, którzy tak samo jak ja nie wiedzieli chyba o co chodzi Tomowi.
- Cześć Wam. – powiedziałam i przytuliłam każdego.
- Co słychać? Jak nagrania? – pytał Gustav.
- Bardzo dobrze. Wszystko już nagraliśmy. – rzekłam. – Wybaczcie nie mogę. Muszę iść do niego. Bo umrę jak z nim nie pogadam.
- Ok. – chłopacy się zmówili, a ja poszłam do Toma, który stał oparty o ladę szatni i rozmawiał z kolesiem tam pracującym.
- Możemy pogadać? – zapytałam. Tom odwrócił się i skinął głową. Poszliśmy do kafejki. Usiedliśmy przy stoliku i Tom zamówił dla nas sok wiśniowy. Siedzieliśmy i patrzeliśmy na siebie w ciszy. W końcu wkurzyła mnie ta cisza. – Słuchaj!
- Nie to Ty słuchaj! – przerwał mi.
- Hm?
- Myślałem o nas dużo i stwierdziłem, że nie mogę już wytrzymać. Nie wyrabiam jest mi źle i nie umiem tak żyć. – mówił nie bardzo zwięźle. Nie chciało mi się myśleć o co mu chodzi. Więc zapytałam:
- Możesz zwięźlej?
- Anika! Będziesz ze mną? – walnął, a ja dostałam oczopląsu. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Niby go bardzo lubiłam i był dla mnie jak najlepszy przyjaciel, ale… nie kochałam go i to stanowiło problem.
- Tom… nie umiem Ci opowiedzieć na to pytanie. – szepnęłam i złapałam się za głowę.
- Nie musisz odpowiadać teraz. Rozumiem. Wyskoczyłem z tym tak nagle, ale nie mogę się powstrzymać. Zależy mi na Tobie i ja Ciebie kocham! – poczułam jakbym dostała w policzek. Jakby ktoś mnie młotkiem w głowę pierdyknął. To ostatnie słowo dudniło mi w głowie, obijało się o ścianki i znów powracało z podwojoną siłą.
- Dziękuję, ale na razie daj mi się oswoić z tym ok.? Nie masz mi tego za złe? – mówiłam spokojnym drżącym głosem.
- Mi się nie śpieszy. – powiedział i uśmiechnął się. Przez chwilę rozmawialiśmy o moich nagraniach o jego teledysku, wypiliśmy sok i niestety Gustav zawołał Toma i ten musiał iść. Dał mi buziaka w policzek i poszedł. Zaraz po nim do kafejki wpadła uchachana Alex. Usiadła tam gdzie wcześniej siedział Tom i zmarkotniała kiedy ujrzała moje łzy na policzkach.
- Bejbe co się stało? – spytała łapiąc mnie za rękę.
- Zapytał mnie o to czy z nim będę. Powiedział, że mnie kocha, a ja? Nie czuję nic do niego poza tym, że go bardzo, ale to bardzo lubię. – powiedziałam i się rozpłakałam.
- Och. Aniczko. – Alex wstała i usiadła blisko mnie. – Ja Billa tez nie kocham. Tzn. Kocham, ale na swój sposób i to nie jest tak, że… Kurcze… Może Ci się wydaje, że go nie kochasz, bo wiesz, że on zaczyna sławę i MY też i… boisz się rozstania.
- To chyba nie tak… – mówiłam przez łzy.
- A jak?
- Może i go kocham, sama nie wiem, no ale nie znamy się za dobrze. Niby rozmawialiśmy i niby to i tamto, ale… ja nie wiem. Idę. – wstałam i pobiegłam gdzieś. Alex zaczęła biec za mną, ale nie dogoniła mnie, więc zatrzymała się. Ja wybiegłam i wpadłam na… Billa. Zatrzymał mnie w swoich objęciach i nie puścił, bo zobaczył, że płaczę.
- Co się stało? – spytał.
- Nic. Bill puść. – wyrywałam się, ale nie dałam rady.
- Chodź siadaj. – wsadził mnie do czarnego samochodu terenowego i zamknął drzwi. – Mów.
- Ale co? – zasłoniłam czerwone od płaczu oczy.
- Czemu ryczysz?
- Nie zrozumiesz…
- O to nie musisz się bać. Zrozumiem. – i faktycznie, opowiedziałam mu wszystko. Zaufałam mu i opowiedziałam wszystko, co mówił mi Tom i to co ja czuję. Bill uważnie słuchaj bzdur, które mu montowałam. Okazał się być świetnym słuchaczem. Na sama koniec mojej durnej gadki powiedział:
- Bez problemu wszystko jest.
- Co?
- Właśnie to. Nie wiesz czego chcesz?
- Sama nie wiem…
- Idź do domu, puść sobie tą płytę – wręczył mi opakowanie bez napisów. – i pomyśl o wszystkim. Jak się zastanowisz dzwoń do Toma i mu powiedz wszystko.
- D…Dzięki. Ale czy to…
- Na pewno podziała. – przerwał mi. Uśmiechnęłam się i wyszłam. – Dziś o 15 jest premiera teledysku. Oglądaj nas. Pojutrze się spotkamy całą paczką. Na razie.
- Dzięki za wszystko. Pa. – odeszłam. Udałam się czym prędzej do domu, by odsłuchać płyty od Billa. Gdy weszłam nie zastałam nikogo, prócz pustej przestrzeni, w której nie umiałam się znaleźć. Poszłam do pokoju, włączyłam wieżę i usiadłam na ziemi, oparta o łóżko. Nagle zaczął telefon dzwonić, była to Agata. Nie mogłam z nikim rozmawiać, więc wyłączyłam telefon. Puściłam na cały regulator muzykę, którą dał mi Bill. Okazało się, że były to ich kawałki z przed lat.
Pierwsza piosenka była dość smutnawa. Kolejna była to rozmowa między Tomem a Billem o dziewczynach.
- „no ja nie wiem co masz zrobić. Jak Ci zależy to dzwoń i powiedz to.”– mówił chyba Bill.
- „Pamiętasz jak Nina mnie rzuciła, bo powiedziała, że mam problemy z uczuciami?” – spytał Tom.
- „To pokaż, że jednak umiesz” – rzekł Bill.
- „Chłopaki to się nagrywa” – śmiał się Georg i przeskoczyło na następną piosenkę. Następna była piosenka, żwawa i szczęśliwa. Śmiać mi się chciało, bo Bill w pewnych momentach wydawał z siebie odgłosy coś w stylu „ach och ech ich”. Kolejna piosenka była też hepi. Następna była rozmową Billa z Georgiem o pierożkach. Tak się naśmiałam, że nie wiem. Kolejna piosenka opowiadała o dziewczynie, tej… najpiękniejszej. Bardzo ładna i fajna. Kolejne piosenki były równie fajne i życiowe, ale najbardziej podobało mi się wyznanie Toma, które było na ostatnim miejscu na płycie.
- „Tak. Georg nagrywasz? Tak? Ok. Więc ja chcę pozdrowić wszystkich co to odsłuchają. Jest rok 2004 i bawimy się i nam się nudzi. Poza tym to przed chwilą dzwoniłem do mamy i powiedziałem jej, że ją kocham. Bill się śmiał, ale zaraz potem zrobił to samo. Gustav śpi w szafce na naczynia. Nie żeby był pijany czy co, ale dostał tabletki usypiające i Georg go tam wsadził. Poza tym to jeszcze jak jakaś dziewczyna tego będzie słuchać, to pozdrawiam ją. ŹĄ!!!!!!!” – słychać było uchachanego Billa i Georga. Ja sama śmiałam się. Wyłączyłam płytę i włączyłam TV, bo zbliżała się 15. Trafiłam akurat na VIVA. Prezenterka zapowiedziała:
- Dziś premiera teledysku nowego zespołu, który już zaraz zacznie wojować na rynku muzycznym w całych Niemczech. Oto TOKIO HOTEL i „Durch den Monsun”. – na ekranie TV pokazał się pierwszy Bill i zaraz potem akcja się rozkręciła. Gdy teledysk się skończył od razu włączyłam telefon i zadzwoniłam do wszystkich przyjaciółek po kolei przeżywając teledysk. Zaraz potem coś mnie podkusiło i zadzwoniłam do Toma, ale niestety nie odbierał. Kilka razy próbowałam, ale nie szło. Po chwili się trochę wkurzyłam i włączyłam komputer. Weszłam na moje ICQ i zobaczyłam, że każda z moich przyjaciółek jest dostępna. Do każdej po kolei napisałam, ale żadna nie odpisywała za szybko.
Zgłodniałam. Zbiegłam do kuchni, wzięłam całą tabliczkę czekolady pełno mlecznej, chipsy i ptasie mleczko. Dodatkowo porwałam całą butelkę Coli Light i z tym całym asortymentem wróciłam do pokoju, gdzie czekało na mnie 5 nieodebranych połączeń do Toma, wiadomości od przyjaciółek na ICQ oraz jakiś palant dzwoniący do mnie na skype.
- KURWA MAĆ! – wrzasnęłam. Walnęłam na łóżko żarcie i zabrałam się za odpisywanie przyjaciółką, potem wyzwałam kolesia, który do mnie dzwonił, a na samym końcu zadzwoniłam do Toma.
- Stało się coś, że nie odbierałaś, a wcześniej dzwoniłaś? – spytał Tom, gdy odebrał.
- Powiedz mi to co powiedziałeś mamie jeśli to prawda. – rzekłam, uznałam, że jeśli zrozumie mnie to powie, a jeśli nie to ma pecha.
- Yy… – urwał.
- Słucham?
- Kocham Ciebie. – powiedział pewnie. – To powiedziałem mamie. Nagrałem się potem na płytę. Bill dał Ci ją?
- Tak. – zaśmiałam się.
- A to palant.
- Ja Ciebie też i wiedz, że to szczerze. Musiałam do tego dojść. I… doszłam. Kocham i kocham…
- Dzięki. – widziałam w myślach jego uchachaną buźkę. – Obiecuję, że jutro wieczorem u Ciebie będę.
- Jak nie będziesz mógł to zobaczymy się wszyscy razem pojutrze.
- Ale ja chce i dopnę swego.
- Haha. Ok… Pozdrów Billa i całą resztę i przede wszystkim podziękuj bratu za wszystko. Zresztą ja jeszcze sama mu na żywo podziękuję.
- Nie ma sprawy.
- Aaaa… Teledysk jest wyśmienity. Zaraz zobaczę czy na internecie nie ma przypadkiem. Świetnie wyglądaliście mokrzy. – zaczęliśmy się śmiać.
- Przypomniały mi się kolonie. – zaczęły się wspominki.
- Ee… To nie tak dawno. Poza tym to spotkamy się jeszcze. Obiecałam to Talvi i Kadis.
- Taa wiem, ale tam było tak spokojnie, a teraz? Jutro mamy wywiad i premierę w radiu. Pojutrze na szczęście wolne, ale kolejne dni to nie wiem… jak ja dam sobie radę.
- Dasz musisz dać. – podtrzymywałam go na duchu. – Jeśli Nam się uda… Tzn. Jeśli mój zespół wypali to będę mieć podobnie, chociaż… nie wiem czy chcę.
- Jak nie chcesz to zechciej, bo ja chcę.
- Tak?
- Pewnie! Dobra mała ja Ci już nie nabijam. Zobaczymy się jutro. Przyjdę na pewno. PA! KOCHAM!
- Ja też. Na razie. – rozłączyłam się.
